27.3.17

Kreatywnie ze Światem Lnu: koc + nosidełko {DIY}


W ramach kolejnego projektu, którego patronem jest Świat Lnu (poprzednie posty z tego cyklu znajdziecie tutaj i tutaj) zdradzę Wam dziś kilka moich tajemnic. Gotowi? Kolejność zupełnie randomowa. 

Zacznijmy może od tego, że starzeję się. Nie ma co dłużej tego ukrywać. Tak, to prawda, zmarszczki jakoś jeszcze się mnie nie imają, ale zaczynam mieć coraz wieksze upodobanie w rzeczach na wskroś klasycznych, solidnych, ponadczasowych. Złośliwi mogliby nawet powiedzieć, że zabiegam o rzeczy z metką, ale to zupełnie nie w tym rzecz. Mój kocyk na przykład nie ma żadnej metki, no chyba że made by me, a jest i klasyczny, i solidny, i ponadczasowy. Wszystko to oczywiście dzięki tej przepięknej lnianej tkaninie: mięsistej i cudownej w dotyku. Dokładnie to za mną chodziło! W ramach ciągot ku rzeczom klasycznym oczywiście. 


Dokładnie to chodził za mną pled. Pled w kratę. W kolorze nude. Z pomponikami. Bo to akurat jest kolejna tajemnica: mam bzika na punkcie pomponików. Przyszywam je gdzie tylko się da już od ładnych paru lat i wygląda na to, że to jakaś dłuższa infekcja.






Kolejny sekret, który mam zamiar Wam zdradzić (choć nie wiem, czy dobrze robię) to moje uzależnienie od Pinterest. Jestem tam już od sześciu lat i jakimś sposobem udało mi się zgromadzić 4,444 pinów (choć pewnie w chwili gdy to czytacie liczba ta juz zdążyła wzrosnąć).

Wiem, to niemądre spędzać tyle czasu przegladając obrazki, ale uwierzcie mi, jest to całkiem mile odmóżdżające zajęcie, które aplikuję sobie pijąc popołudniową kawkę po powrocie z pracy (gdzie o odmóżdżaniu mowy nie ma). A ja odmóżdżenia potrzebuję, szczególnie po powrocie z pracy.

Efektem tego mojego pinterestowego uzależnienia jest to, że jestem w stanie zlokalizować 98% pomysłów na DIY jako pochądzących właśnie z tej ogromnej międzynarodowej tablicy inspiracji. Łącznie ze swoimi oczywiście. Tak, podkradam sobie od czasu do czasu różne pomysły i siup na blog. I nie jest tajemnicą Poliszynela, że nie jestem w tym procederze odosobniona. Bo i polska Martha Stewart tak robi (a mamy taką?) i sama Martha tak robi. Life is brutal. Rzec można - w doborowym towarzystwie jestem, tylko, że ja nie mam oporów by przyznać się, że pomysł nie jest mój. Nic to nie kosztuje, a człowiek od razu lepiej sie czuje. Tak jakoś bardziej fair. I w lustro można spojrzeć swobodnie. Polecam!

I to na razie tyle sekretów. Teraz zapraszam na mój skromny foto-tutorial pt.:

#DiyNosidełkoDoKocaPiknikowego


Co potrzebujecie:

  • materiał na koc (polecam ten cudowny żakardowy len) lub gotowy koc
  • pomponiki (jesli gustujecie)
  • dwa paski od spodni (najlepiej takie same, oczywiście mogą być jakies stare)
  • dziurkacz rewolwerowy (opcjonalnie, równie dobrze może to być śrubokręt)
  • nożyczki
  • mocna nić
#KrokPoKroku
  1. szyjemy koc wg dowolnych wymiarów
  2. obszywamy brzegi pomponikami
  3. zwijamy koc w rulon
  4. zapinamy paski i odcinamy ich nadmiar
  5. z jednego z pozostałych kawałków odmierzamy długość potrzebną na rączkę
  6. robimy dziurki dzięki którym łatwiej nam będzie zszyć rączki robiąc swego rodzaju tunele
  7. zszywamy mocną nicią
  8. przekładamy rączkę przez paski
Ta dam! Gotowe! Bierzemy kocyk i stylowo idziemy na piknik :-) No, może jeszcze nie teraz, ale na pewno już całkiem niedługo. Do kompletu polecam jeszcze jakiś fajny piknikowy koszyk. I dobre jedzonko, ma się rozumieć. Ja już nawet wybrałam miejsce na premierowe użycie kocyka :-)




Pozdrawiam Was cieplutko i zachęcam do di-aj-łaj-owania. Takie nosidełko to 10 minut roboty a ile fun'u potem :-)

Do usłyszenia!

XOXO



PS - a Wy też nie możecie się doczekać sezonu piknikowego? Macie swoje ulubione miejsca? A może ulubione przekąski piknikowe? Napiszcie koniecznie!

Przepiękne tkaniny do projektu Kreatywnie ze Światem Lnu pochodzą ze sklepu Świat Lnu.

21.3.17

Fatalne skutki braku witaminy D3. Podejście blogerskie. {DIY}




147 098 291 km od nas (w peryhelium) znajduje się źródło dobrego samopoczucia, energii, chęci do działania. Aktywator witaminy D3. A wiecie, że jest to jedyna witamina, którą organizm ludzki jest w stanie wytworzyć sam? Jest tylko jeden mały szkopuł. Potrzebne do tego jest Słonko! Ten aktywator właśnie!

A tak się już od jakiegoś czasu składa, że go po prostu nie ma. Odnoszę wrażenie, że wracając do Polski mileliśmy pasażera na gapę. Górską pogodę. Chmury, deszcz i mgły. I o ile tam raczej nie narzekałam, bo piękne widoki wędrujących mgieł po alpejskich górach rekompensowały wszelkie pogodowe niedogodności, to tutaj raczej nie potrafię znaleźć żadnej rekompensaty.

Może za mało się staram, może należy poszukać bardziej?

13.3.17

Cały ten mindfulness


Tak sobie myślę... szkoda, że ten cały mindfulness dopiero teraz stał się modny. Trochę za późno, jak dla mnie. Gdyby tak człowiek wcześniej wiedział, że trzeba żyć bardziej świadomie, zwracać większą uwagę, odnotowywać, to być może zauważyłby? Zauważyłby kiedy zatarły się te wszystkie granice, kiedy nowe, rzekomo lepsze, zastąpiło stare, czyli gorsze? 

6.3.17

Lepsze wrogiem dobrego czyli moje makijażowe przyjaźnie




Ilu przyjaciół potrzebujemy? Rzecz względna, zapewne. Ja akurat należę do tych, którzy potrzebują niewielu, za to sprawdzonych i solidnych. Wychodzę z założenia, że lepiej mieć 5 dwudziestogroszówek niż 100 groszówek. Właściwie łapię się na tym, że tę zasadę stosuję (a przynajmniej staram się) ogólnie w kwestii posiadania. Po co rozmieniać się na drobne? Lepiej mieć mniej a lepiej. No chyba, że chodzi o książki: tu lubię i dobrze i dużo. Bez ograniczeń. 

Po krótkim wstępie zapraszam zatem Was zatem, prawie premierowo na - uwaga, uwaga -post kosmetyczny. Prawie, bo jest to prawdopodobnie drugi, w mojej kilkuletniej błyskotliwej karierze blogerskiej, post o takiej tematyce.

Tym razem lekcje odrobiłam. Przejrzałam Pinterest i Instagram w poszukiwaniu "inspiracji" (po co wyłamywać drzwi już otwarte?), złapałam orient w trendach "fotografii kosmetycznej" i lifestyle'owej i oto prezentuję Wam moje wariacje w temacie.

Obowiązkowo tło "marmurowe" (w większości przypadków okelina marmur imitująca, jak się okazuje), jakiś rzucony szaliczek, kolorowy magazyn i tło dla flatlay'a gotowe. Dla niewtajemniczonych w insta kuluary szybciutko tłumaczę, że


23.2.17

Słoiki (warszawskie) czyli dressing z makiem



Siedzę sobie w naszym małym dining area w living room'ie i patrzę sobie na city, które akurat
 zostało pięknie podświetlone przez promienie wschodzącego słonka. I trochę mnie to odciąga 
od tego, co zamierzałam zrobić czyli od pisania posta. Bo bardzo ładny ten skyline poranny jest
i próbuję nacieszyć nim oko, wszak o tej porze to zazwyczaj tkwię już w traffic jam'ie w drodze 
do pracy. 

City wygląda też bardzo atrakcyjnie wieczorem, gdy już się ściemni, a na wszystkich 13 
skyscraper'ach (a raczej ich namiastkach), które widzę zabłysną światła. Zdradzę Wam małą 
tajemnicę: kupiliśmy nasze obecne mieszkanie właśnie dla tego widoku. Wiecie, człowiek 
z prowincji przyjechał, chciał się poczuć światowo. 

I choć teraz wiem, że bez wahania wybrałabym jednak widok na Alpy, którym mieliśmy 
szczęście cieszyć się przez trzy lata, to ten w sumie też daje radę :-)

No i patrzę tak sobie na ten view i tak sobie myślę jak wiele ludzi przyciągnął i omamił obietnicą 
lepszego życia, która w większości przypadków oznacza codzienne stanie w korkach, pracę po 10 
godzin dzienne, kredyt hipoteczny na 30 lat za 60 m mieszkanie w nowoczesnych gettach, 
zwanych apartamentami. 

Kusząca perspektywa, prawda? 

Setki tysięcy dało się skusić. W samym "Mordorze" pracuje ponad 100 tys. ludzi. 

8.2.17

Dekadenckie używki czyli jak pisać czekoladą i najlepszy smak cafelatte ever!


Po przeanalizowaniu i interpretacji definicji słowa "używki" stwierdzam krótko: posiadam bardzo 
szeroki wachlarz! Serio, jest z czego wybierać! Bo i książki, teatr, dobry film i ulubiona muzyka.

Są oczywiście i te przyjmowane drogą doustną: kawa, czekolada i wino. Dobre, rzecz jasna, muszą być 
dobre! Jeśli kawa, to tylko świeżo mielona, tuż przed zaparzeniem. Innej nie wypiję, ewentualnie ze 
wstrętem, byle tylko przyjąć dawkę kofeiny. Czekolada najchętniej gorzka z maksymalną ilością 
kakao. Wino... no, ok, przemilczmy temat, bo jest jeszcze za wcześnie :-) 

W zamian zdradzę Wam co, od jakiegoś już czasu, zawsze można u mnie w lodówce znaleźć.
I oczywiście dopisane już zostało do mojej listy używek.
Coś bardzo pysznego i do tego zdrowego. Na dodatek to jest słodkie! Proszę Państwa, informuję, 
że syrop klonowy podbił moje serce! I podniebienie! I żołądek! 

3.2.17

Wyjątkowo trudny zawód: blogerka + łapacz smogu DIY


Ta daam! I mamy nowy banerek! Nie pytajcie, który to już z kolei. Tak, wiem, to mega 
nieprofesjonalne, ale zdradzę Wam sekret. Guzik mnie to obchodzi :-) Zmieniam sobie banerek, bo:

primo: mam na to ochotę

secundo: wianuszków ostatnio tak się namnożyło, 
że musiałam po prostu wycofać się z tego tematu.

Po ponad czterech latach blogowanie poszłam też w końcu po rozum do głowy i od teraz nazwa 
bloga równa się adres bloga. Alleluja! Zatem All things pretty odchodzi na zasłużoną 
(albo i nie) emeryturę.

Na blogu pojawiać się będą małe zmiany, ale bardzo pomalutku. Tak mi się umyśliło, żeby było to 
miejsce, gdzie będziecie z chęcią wracać nie tylko popatrzeć na zdjęcia i poczytać naszpikowane 
ironią, niczym dobra kasza skwarkami, wywody. Chciałabym, abyście mogły znaleźć tutaj coś 
innego. Znacie mnie już trochę i wiecie, że reaguję mocno alergicznie na sytuacje typu "mają 
wszyscy mam i ja" i nie lubię ulegać masowym histeriom, bez względu na to, czego to dotyczy.
Tak już mam i nie mam zamiaru tego zmieniać, bo publika tego wymaga.

Jeśli i Ty nie chcesz być kserokopiarką - to miejsce jest dla Ciebie! Zapraszam gorąco!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...